ekspert employer branding podcast

Podcast Espresso Employer Branding #05 – Komunikacja wizualna. Wywiad z Jackiem Kłosińskim.

0

Wielu rekruterów i HR managerów boryka się z komunikacją wizualną.

Niby dział marketingu jest na wyciągnięcie ręki i można poprosić o przygotowanie np. ogłoszenia rekrutacyjnego. Ale wiadomo. Kolejka do etatowego grafika. Deadliny. To wszystko nie sprzyja, aby w sposób atrakcyjny wpłynąć na potencjalnego kandydata. Zachęcić do udziału w procesie rekrutacji. Jest jednak nadzieja. Jacek Kłosiński z bloga klosinski.net w wywiadzie do tego odcinka daje praktyczne wskazówki jak przygotować kreacje. Przybliża zagadnienia infografik oraz fiksacji. Konkrety. Zapraszam do odsłuchania. Transkrypt z odcinka oraz wszystkie linki znajdziesz poniżej:

Witam Was w piątym odcinku mojego podcastu Espresso Employer Branding.

Nazywam się Marcin Potkański, a to jest mój podcast, w którym przekazuję praktyczną wiedzę dotyczącą świadomego budowania marki pracodawcy. Jeżeli interesuje Cię tematyka HR-u, marketingu, skutecznych kampanii rekrutacyjnych, a to wszystko podane w sposób wyrazisty niczym espresso, to ten podcast jest dla Ciebie.

Dzisiaj zapraszam na rozmowę z bardzo twórczą osobą, która prowadzi bloga o kreatywności i produktywności. Rozmawiamy z Jackiem Kłosińskim z bloga klosinski.net. Tematem przewodnim odcinka jest komunikacja wizualna. Porozmawiamy o wyglądzie ogłoszeń rekrutacyjnych, infografikach i estetyce. Czy można się tego nauczyć? Zapraszam.

 

Marcin: Bloga Jacka Kłosińskiego obserwuję już od kilku miesięcy, samą jego twórczość – od kilku lat. Jacek dobre 10 lat jest grafikiem. Był współwłaścicielem znanej agencji brandingowej, tworzył wspaniałe rzeczy. Obecnie pomaga w kreatywnej pracy. Jacek, przedstaw się, proszę.

Jacek: Przedstawiłeś mnie dobrze, myślę, że powiedziałeś najważniejsze rzeczy. Głównie prowadzę bloga. Staram się pomagać w kreatywnej pracy i robię to w różnej formie. Przejawia się to w projektowaniu graficznym, którego uczę, realizacją zleceń na potrzeby klientów, ale też dzieleniem się szerzej tą wiedzą. Ten blog odzwierciedla też wiele innych moich zainteresowań, dotyczy także produktywności, kreatywności, więc jeśli kogoś to interesuje, to zapraszam. Mam nadzieję, że ktoś znajdzie tam dla siebie coś fajnego i interesującego.

Marcin: Jak wspomniałem, mnie to bardzo interesuje, więc trzymam kciuki, byś rozwijał to dalej. Natomiast dzisiaj zaprosiłem Cię, żeby wykorzystać Twój talent, jakim jest projektowanie graficzne, całe, ogromne doświadczenie, które pomaga budować wizerunek chociażby marki firmy. Wiem, że nie jesteś specjalistą, jeśli chodzi o employer branding, ale myślę, że masz ukryte talenty, które zaraz od Ciebie wyciągnę. Słuchają nas głównie rekruterzy i HR menedżerowie i jeżeli powiem, że chciałbym z Tobą porozmawiać na temat employer brandingu zewnętrznego, to oni wiedzą, o co chodzi, a mianowicie o wizerunek, o elementy chociażby graficzne. Zanim zaczęliśmy nagrywać ten podcast, oglądaliśmy różne ogłoszenia rekrutacyjne i materiały, które wysyłają firmy chcące budować markę pracodawcy. Co myślisz o tych ogłoszeniach, oceniając tę estetykę, grafikę, styl?

Jacek: Na pewno jest wiele elementów, które można poprawić, jeśli chodzi o tę część wizualną, stricte graficzną, bo to jest pierwsza rzecz, która przyciąga naszą uwagę, i to zauważamy na początku. Jak sobie oglądam takie ogłoszenia, to przypominam sobie panią Heidi von Restorff, która była niemiecką psycholożką żyjącą w pierwszej połowie XX w. Ona badała coś takiego, co nazwała efektem izolacji, czyli efekt, który pomaga w zapamiętywaniu określonych rzeczy. Starała się sprawdzić, co wpływa na to, że coś zapamiętujemy albo szybciej zauważamy. Nobla za to nie dostała, ale odkryła to, że zauważamy i lepiej zapamiętujemy te rzeczy, które się wyróżniają, są inne, charakterystyczne. Kiedy pokazywała uczestnikom swoich badań 10 słów podobnych do siebie, gdzie jedno się wyróżniało, to po kilku dniach oni twierdzili, że łatwiej zapamiętali to wyróżniające się.

To działa też w świecie grafiki i od tego na pewno trzeba zacząć, jeśli chcemy zrobić dobry projekt graficzny, który ma kogoś do czegoś przekonać, zwrócić na siebie uwagę. Wydaje mi się, że ogłoszenia o pracę takie są. One muszą z jednej strony zwrócić uwagę, przykuć wzrok, a z drugiej – przekonać odbiorcę, że to jest fajna firma, że on chce tam pracować, już nawet na poziomie tworzenia ogłoszenia mu się ona podoba. Wydaje mi się, ze wielu ogłoszeniom tego brakuje. Z jednej strony to jest banalny wniosek, że rzeczy, które się wyróżniają, lepiej zapamiętujemy i łatwiej zauważamy, a z drugiej mam wrażenie, że wiele osób o tym zapomina. Patrzymy na ogłoszenie, widzimy tam te same postacie ze stocka, uśmiechnięty pan w garniturze, uścisk dłoni, zdanie: „dynamicznie rozwijająca się firma z branży jakiejś tam”, wypunktowania, te nieszczęsne bullety, które są przekleństwem prezentacji w PowerPoincie, zmorą spotkań, konferencji oraz tak naprawdę ogłoszeń o pracę. To jest trochę tak, że przyjęło się, że standardem jest tworzenie ogłoszenia w formie jakiejś listy wypunktowanej, a przecież tak wcale nie musi być.

Marcin: A to jest coś złego? Ja myślałem, że dzięki temu, że wypunktujemy coś przy użyciu bullet pointów, będzie to lepiej posegregowane – jak spis treści.

Jacek: Jedno nie wyklucza drugiego. Bo sama forma, fakt, że to jest wypunktowane, wyróżnione, podzielone na jakieś konkretne bloki, oddzielone od siebie, to świetnie, ale nie musimy tego robić w takiej klasycznej formie liniowej, od kropeczki. Ja z tym walczę zawodowo. Tworząc szkolenia, rozmawiając z ludźmi o tym, jak zrobić dobrą prezentację, dochodzimy do tego samego wniosku, że przyjęło się, że na slajdzie mamy nagłówek, trzy kropki, które go dopowiadają. Tak nie musi być. Możemy te trzy kropki zamienić na ikonę, rozbić to na trzy slajdy, do każdej kropki wykorzystać jakieś zdjęcie, które będzie temu towarzyszyło. Możemy tą warstwą wizualną bawić się w rozmaity sposób. Za mało odważnie podchodzimy do próbowania, eksperymentowania. Zamiast szukania jakiejś nowej formy wizualnej skupiamy się za bardzo na standardzie, który ktoś nam wpoił albo który wszędzie widzimy. Zlewamy się. Nie ma tego efektu izolacji, nie wyróżniamy się wystarczająco.

Marcin: Wiesz, kto redaguje ogłoszenia rekrutacyjne? Rekruterzy, HR menedżerowie.

Jacek: Na pewno nie dział graficzny.

Marcin: No właśnie. Widzieliśmy niektóre z tych ogłoszeń, które pewnie powstawały przy współudziale działu marketingu, który z kolei wspiera się graphic designerami, osobami z takim doświadczeniem jak Twoje. Natomiast niestety gros tych ogłoszeń i tych zasad wygląda tak, że rekruterzy nie zdają sobie sprawy z tego. Nie mają czasu zgłębiać tej wiedzy, bo zrobienie samej rekrutacji np. na osobę z językiem niemieckim jest zbyt wyczerpujące i męczące, by na samym końcu jeszcze dopieszczać i zwracać uwagę, czy są te bullet pointy, czy nie. Więc dzisiaj, korzystając z tego, że mam Ciebie, będę chciał podpytać właśnie o takie perełki i praktyczne wskazówki. Mówisz, żeby nie robić bullet pointów, więc jak według Ciebie miałoby wyglądać idealne ogłoszenie o pracę pod względem wizualnym?

Jacek: Na pewno warto wyjść od tego, w jaki sposób ogólnie odbieramy treści wizualne i jak patrzymy na ogłoszenie, bo to jest klucz do odpowiedzi na szereg innych pytań mówiących o tym, jak je dobrze skonstruować. Musimy wyjść z założenia, że odbiorca, patrząc na ogłoszenie, dokonuje najpierw takiego ogólnego skanu. My mamy wrażenie, że jeśli ktoś widzi jakąś treść, to zaczyna ją czytać od lewej strony, od pierwszego wyrazu, a tak naprawdę pierwszy krok nie wygląda w ten sposób, tylko zaczyna się od pierwszego rzutu oka na cały materiał całościowo, szczególnie w internecie. I dokonuje się w ciągu naprawdę kilku sekund taka pierwsza ocena, czy ja w ogóle chcę się w to wczytać, czy w ogóle mnie to interesuje. Dosłownie nanosekunda, w której działa ten nasz podświadomy umysł. Tu nie działa racjonalne myślenie, nie włączamy głębszych analiz, tylko podświadomość, czyli takie bardzo zakorzenione, zwierzęce instynkty: czy to wzbudza moje zaufanie, czy to mi się podoba, czy to mnie ekscytuje i budzi jakieś emocje. Jeśli ten pierwszy skan jest negatywny, to dlatego, że np. ogłoszenie się zlewa, jest jednym wielkim blokiem tekstu. I teraz mój podświadomy mózg mówi: „Słuchaj, Jacek, teraz masz mało czasu, ażeby przeczytać ten tekst, to chyba zajmie ci 15 minut, nie masz na to czasu, nie chcesz tego robić, więc idziesz dalej”.

Ale już samą warstwą graficzną możemy te odczucia zwalczyć. Jeśli zadbamy o to, żeby była dobra struktura, jeśli ten pierwszy skan da nam taką informację, że elementy są podzielone na wyraźne bloki, nagłówki, że rozdziela je zdjęcie, które nadaje lekkości, jeśli sam layout jest skomponowany w ten sposób, że nie jest zbity, upchany, chaotyczny, tylko jest wyraźna struktura i porządek, to nasz mózg, patrząc na to z daleka, w ciągu nanosekundy widzi, że to jest materiał, który krok po kroku swobodnie przejrzę, który mnie interesuje, jest uporządkowany, nie będę musiał się za dużo zastanawiać nad tym, jak go zrozumieć, od czego zacząć. Więc to na pewno jest ważne, żeby na tym ogólnym poziomie nasz materiał, jak np. ogłoszenie o pracę, miał jakąś wyraźną strukturę, był podzielony na bloki, uporządkowany, nie powodował chaosu, nudy i nie był też zlanym blokiem tekstu, który zniechęca i odstrasza.

Marcin: Zdjęcie musi być czy nie?

Jacek: Powinno być. Jest taki serwis BuzzSumo, który pomaga w tworzeniu ciekawszych treści. I oni przeprowadzili badanie na ponad milionie artykułów. Z tego wynikają takie wnioski, że jeśli artykuł ma zdjęcie, jakiś element graficzny umieszczony średnio co 750 słów, to jest dwa razy częściej lajkowany, udostępniany. Jest istotna korelacja pomiędzy tym, jak często występują zdjęcia i obrazki w tekście, a tym, jak się podoba ludziom. I to podobanie się mierzone jest lajkowaniem w mediach społecznościowych. Wydaje mi się, że naturalnie to czujemy, że jeśli wpis na blogu jest bardzo długim tekstem z 30 tys. znaków, to wiele osób zniechęci w połowie. Ale jeśli będzie przerywany co jakiś czas infografiką, zdjęciem, wykresem, elementem graficznym, to nam się to przyjemniej czyta i ogląda, bo to nie jest monotonne.

Marcin: Ja widzę często takie ogłoszenia rekrutacyjne, które nie mają zdjęcia, ale zatrzymuję się na nich. Jak myślisz – dlaczego?

Jacek: Typografia też jest elementem graficznym. Jeśli nie mamy doświadczenia w projektowaniu graficznym, to na litery patrzymy tak, jakby każda była taka sama. Na typografię patrzymy w sensie przekazu informacji, a nie przekazu podprogowego, podświadomego i wizualnego. Rzeczywiście sama typografia bez żadnych zdjęć może być skonstruowana i dobrze, i źle.

Marcin: Co znaczy „dobrze i źle”? Pomóżmy rekruterom. Wiem, że dziesiątki różnych materiałów marketingowych dotyczących rynków pracy można tworzyć łącznie z podręcznikami onboardingowymi, ale dzisiaj skoncentrujmy się właśnie na ogłoszeniu rekrutacyjnym o pracę, tzn. na typowym komunikacie, który rekruter niemający wsparcia działu marketingu i grafika chce zrobić tak, by ono bardziej trafiało do potencjalnych kandydatów. Czyli już wiemy, że to ogłoszenie musi mieć odpowiednią strukturę opartą na porządku wizualnym, którym nie są bullet pointy, czyli tylko wypunktowania.

Jacek: Bullet pointy mogą być, ale nie warto ograniczać się tylko do nich.

Marcin: Mówimy też, że dobrze, jakby było zdjęcie.

Jacek: Nie musi być tylko i wyłącznie zdjęcie, może być infografika, ikona, ilustracja, wykres. Nie wiem, czy akurat w ogłoszeniu o pracę wykresy najbardziej się sprawdzają, ale też nie ograniczajmy się do zdjęć. Jeśli już ma być zdjęcie, to unikajmy sztampy, banału, uśmiechniętych panów albo pań w garniturach. Spróbujmy podejść do tej metafory wizualnej w bardziej kreatywny sposób, po prostu mniej eksplorowany.

Marcin: My wiemy, gdzie takich zdjęć szukać, podpowiedzmy to naszym rekruterom. Bo często, jak pracuję ze studentami, oni nie zdają sobie sprawy z jednej rzeczy. Chcą jakąś grafikę, więc naturalnie wpisują w Google „grafika” i pierwszą rzecz wklejają sobie w prezentację, którą przygotowują np. na zaliczenie. Pomijając fakt legalności – najistotniejszy – to te zdjęcia są oklepane, typowe, stockowe. Jak w ogóle wygląda rynek zdjęć, tych niestandardowych, kreatywnych, ale inspirujących? Gdzie tego szukać?

Jacek: Nie będę ukrywał, że z jednej strony pomiędzy kreatywnością, jakością a ceną tych zdjęć jest związek. Więc te lepsze, kreatywne, ciekawsze są droższe. Te bardziej sztampowe, zwykłe, w bardziej popularnych bankach zdjęć są tańsze i dlatego też więcej osób z tego korzysta. Jest taki bank jak Stocksy, gdzie są faktycznie fajne zdjęcia, wysokiej jakości, o bardziej kreatywnym zabarwieniu, ale one nie są superdrogie. Ale rozwija się też bardzo szeroko ten rynek darmowych zdjęć, tzw. CC0 – Creative Commons Zero – czyli zero praw autorskich, autor nie rości sobie do nich praw, możemy je wykorzystywać samodzielnie.

Marcin: Są takie banki zdjęć?

Jacek: Jest mnóstwo. Odsyłam na mojego bloga, bo zebrałem w jednym wpisie bardzo wiele banków. Podzieliłem je wg jakości, tematów, czyli zdjęcia kulinarne, retro. Opisałem wszystkie zależności prawne związane właśnie z Creative Commons, bo niektóre zdjęcia możemy wykorzystać, ale tylko jeśli podamy link do autora. Są rożne wersje, ale jest to w zasięgu ręki. Jest taki serwis jak Unsplash, który jest bardzo popularnym bankiem darmowych zdjęć.

Marcin: Korzystam z niego.

Jacek: No właśnie, bo dużo osób to wykorzystuje. Te zdjęcia są śliczne, bardziej kreatywne, ale z kolei też darmowe. Więc czasami to nie jest kwestia tego, że trudno coś znaleźć, tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać.

Marcin: Jeśli mówimy o ogłoszeniu rekrutacyjnym czy o jakimkolwiek materiale marketingowym i dużej firmie, w której pracuje rekruter, to zapewne ta firma ma już swój key visual, czyli swój styl, który jest jej narzucony, więc rekruter w pierwszej kolejności powinien się z tym zapoznać, z tzw. manualem, czyli podręcznikiem brandingowym.

Jacek: Tworząc jakikolwiek materiał w ramach większej korporacji, która ma swój key visual, wiadomo, że musimy spełniać wymagania brandingowe. Faktycznie to rodzi często ograniczenia, ale jak widziałem, wiele manuali dużych korporacji nie jest stricte ograniczających, one podpowiadają styl zdjęć, ale w jego ramach jednak mamy dowolność, by poszukać bardziej unikalnych zdjęć. To nie jest tak, że musimy się tym zasłaniać i usprawiedliwiać.

Marcin: Mamy strukturę, przejrzystość, wiemy, że musi być ta unikalność, niesztampowe, inspirujące zdjęcia, w zgodzie, w duchu i spójności z naszą firmą i jej stylem. Następna rzecz – font, czyli czcionka.

Jacek: Projektanci są przewrażliwieni, że nie powinno się mówić „czcionki”, ale ja na to patrzę z przymrużeniem oka. Można mówić, jak się chce.

Marcin: Gdzie jest szkopuł? Jak najlepiej ją stosować, żeby to trafiało?

Jacek: Mówiliśmy o tym, że tak naprawdę te elementy graficzne nie są potrzebne i samą dobrą typografią można już naprawdę zdziałać cuda, ale też warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy. I na pewno, jeśli miałbym od czegoś zacząć, to nie przeładowywać naszych materiałów, ogłoszenia w sensie wizualnym. Bo tę samą treść możemy pokazać jako przeładowaną, ale też jako lekką, czytelną i przejrzystą. Czyli zwiększmy interlinię, dajmy większy margines, nie dociągajmy tego tekstu do prawej i lewej krawędzi – nie bójmy się pustej przestrzeni. Bo nam się często wydaje, że jak na materiale jest pusta przestrzeń, to jest ona zmarnowana. Ta pusta przestrzeń pracuje na korzyść projektu, dodaje mu lekkości, przejrzystości, oddechu, tego światła – jak to my projektanci nazywamy. W języku angielskim nazywa się to white space, czyli biała przestrzeń, przy czym nie chodzi o białą, ale o pustą. Ona jest wyrażona też w interlinii, więc rozstrzelmy troszkę bardziej linijki, żeby one oddychały i nie były takim wielkim blokiem tekstu, upchanym oraz ciasnym. To wtedy nie zniechęca.

Marcin: Podświadomość nie odrzuci.

Jacek: Dokładnie. Bo im bardziej tekst jest ciasny i mniejsza interlinia, tym bardziej wygląda na przytłaczający. Nie bójmy się też większego rozmiaru czcionki, szczególnie w dobie mediów społecznościowych, rozwoju telefonów, gdzie mamy małe ekrany i musimy przybliżać tekst, żeby coś przeczytać. To też na pewno pomaga, jeśli odbiorca może swobodnie czytać z daleka. Ważną rzeczą jest też długość wiersza, czyli szerokość linijki tekstu. Może nie tak bardzo w ogłoszeniach o pracę, ale przy dłuższych tekstach warto pamiętać o tym, żeby wiersze nie były zbyt szerokie.

Marcin: Na ulotkach rekrutacyjnych, na targach pracy – gdzie mamy swoje standy, foldery i chcemy tam pokazać szerokie spektrum firmy czy stanowisk, na które rekrutujemy – bardzo dużo piszemy.

Jacek: Dużo piszemy, ale w jednym wierszu. Czyli jedna linijka potrafi mieć 20, 30 wyrazów, czyli być bardzo szeroka. A to męczy ludzkie oko, które ma ograniczoną szerokość fiksacji, czyli tego, jak bardzo może się poruszać od lewej do prawej strony bez ruszania głową. Badania pokazują, że szerokość fiksacji to jest maksymalnie ok. 80 znaków, czyli nie przekraczajmy 10 wyrazów w wierszu. Wtedy oko się mniej męczy, szczególnie przy dłuższych tekstach, gałki oczne nie muszą tak skakać od lewej do prawej, dzięki czemu użytkownik, czytelnik podświadomie czuje się bardziej komfortowo, czytając tekst.

Marcin: Myślę, że jeżeli chodzi o proste elementy graficzne przy konstruowaniu zwykłego ogłoszenia o pracę, to są podstawowe, ale bardzo kluczowe rady. Zastanawiam się również nad tym, czy estetyki można się nauczyć. Tobie łatwiej o tym mówić, masz co najmniej 10 lat doświadczenia, tworzyłeś piękne rzeczy. Powiedz, czy rekruter, który nie ma na to czasu, może nauczyć się tej estetyki tak na podstawowym poziomie, który da mu przewagę w natłoku informacji graficznych, wizualnych, które dostaje kandydat? Jeżeli może się tego nauczyć – bo już czuję, że tak – to powiedz w kilku zdaniach, od czego powinien zacząć. Co czytać, co oglądać, oprócz Twojego bloga, bo tam jest wszystko podane na tacy?

Jacek: Może nie wszystko, bo staram się, żeby jakieś informacje faktycznie tam były. Ale generalnie krótka odpowiedź jest taka, że może. Ja siedzę w tej branży od ponad 10 lat i widzę, że ona obrosła w pewien mit wśród ludzi patrzących na nią z zewnątrz, że projektowanie graficzne czy estetyka to jest coś, z czym trzeba się często urodzić. To nie jest malarstwo, nie można wyjść z ulicy i nauczyć się malować w sposób taki jak wielcy malarze – fotorealistycznie, pięknie martwą naturę. Tego się nie da nauczyć. Trzeba mieć do tego zmysł. Ale projektowanie graficzne to nie jest sztuka w tym kontekście. Ona opiera się właśnie na znajomości wielu, ale jednak skończonej liczby i łatwych do poznania mechanizmów i zależności. Jak mówię o typografii, to są rzeczy, które można wyćwiczyć.

Marcin: Jak to ćwiczyć?

Jacek: Jest też taka zasada mówiąca o 20 godzinach: że nie musimy być w danym temacie specjalistą, ale jeśli poświęcimy 20 godzin, żeby pójść na jakiś kurs, przeczytać jakąś książkę, to wskakujemy od razu, robimy gigantyczne postępy przez te 20 godzin. Jeśli ja w ogóle nie umiem gotować, ale przez 20 godzin uczę się tego, to już nauczę się przez ten czas gotować fajne rzeczy. Nie stanę się Gordonem Ramsayem, ale zdecydowanie nie mogę powiedzieć, że gotować nie potrafię. I z projektowaniem graficznym jest tak samo. Moim zdaniem jakiś kurs online, dobra książka czy kilka blogów – warto poświęcić na to 20 godzin, żeby poznać podstawowe zasady projektowania graficznego. Naprawdę wtedy można już zacząć robić świetne rzeczy.

Ja też prowadzę zajęcia dla osób, które nie znają się zupełnie na projektowaniu, i staram się im przekazać te podstawy w trakcie jednego dnia. Widzę, że już nawet w ciągu tego krótkiego czasu te osoby potrafią zrobić gigantyczne postępy. Nie chodzi o to, że musimy się z czymś urodzić, tylko nie wiemy, jak zdobyć tę wiedzę. Od razu zaczynają te nasze projekty wyglądać inaczej, lepiej, bardziej efektownie, są uporządkowane i dopracowane estetycznie. Bo właśnie skupiamy się na tym, co poprawić w typografii, w layoucie.

Abstrahując od kursów i patrząc z innej strony – istnieją też narzędzia, które robią to już w pewnym sensie za nas. One też powstały z tego Twojego pytania, co zrobić, kiedy nie mamy czasu i nie czegoś umiemy, i odpowiadają na te problemy. Są to np. Canva, Piktochart, Visme, które są gotowymi rozwiązaniami dla osób nieznających się na projektowaniu graficznym. Mają gotowe szablony z już dobranymi kolorami, typografią, ikonami. My tam tak naprawdę edytujemy teksty i podmieniamy je. Ogłoszenia rekrutacyjne na pewno też tam są, jest tam wiele szablonów, które możemy samodzielnie edytować. I one są już ładnie zaprojektowane, my tylko dbamy o to, żeby wlać naszą treść. Oczywiście możemy popsuć te szablony, które są gotowe, ale jest małe ryzyko, że tak się stanie. I na pewno już taką bazę wyjściową, gotową mamy. Jeszcze za dolara można kupić gotowy szablon, to są bardzo tanie projekty, które tak naprawdę nic nie kosztują, bo mówi się, że dolar jest niczym.

Marcin: A propos Canvy i tego, czy można to zepsuć – jak pokazuję Canvę studentom, to zawsze ich proszę, żeby nie edytowali nic więcej niż zdjęcia i treści, ponieważ nad tym już siedzieli graphic designerzy, ktoś to układał, zachował tę białą przestrzeń, poukładał to ładnie, żeby to było czytelne i miłe dla oka. Więc już nie edytujcie za bardzo, nawet nie bawcie się kolorami, zdajcie się na to, co tam jest, tylko podmieńcie treści. W notatkach do tego odcinka załączymy linki do tych użytecznych programów, może też link do Twojego bloga, w którym poruszasz ten temat, banki zdjęć, narzędzia graficzne.

Jacek: U mnie jest wpis z potężną listą darmowych narzędzi graficznych do różnych zastosowań. Jest lista z bankami zdjęć, z listą źródeł z ikonami. Bo mówiliśmy o tym, że jeśli nie zdjęcia, to możemy czasami wykorzystać ikonę. Większość osób wykorzystuje zdjęcia, takie najprostsze i najbardziej powszechne, ale tak naprawdę ikona może zrobić to samo albo nawet lepiej, a jest bardziej unikalna.

Marcin: À propos ikon i kursów. Mówisz o kursach, w których pomagasz ludziom przez jeden dzień, żeby byli lepszymi projektantami, uczysz ich grafiki. Natomiast ja spotkałem się z kursem infografiki organizowanym przez Ciebie. I o to chcę Ciebie zapytać oraz o infografikę, o ikony, bo to wszystko się ze sobą łączy. Ma to związek z employer brandingiem, ponieważ głównym celem takiego employer brandingu zewnętrznego jest informowanie, dlaczego firma jest pożądanym miejscem pracy. Dlatego najlepiej informować infografiką. Więc pomówmy chwilę o infografice: co to jest, jak ją konstruować, na co zwracać uwagę? Skąd wzięła się na to moda, bo widzę, że coraz śmielej wchodzą na rynek wizualny?

Jacek: Jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę wyszukiwań słowa „infografika” w Google, to w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosła o 2500%. Z jednej strony to jest tak, że my ich sobie szukamy, wpisując słowo „infografika”, bo chcemy to w tej formie, gdyż ona jest lekka, przyjemna, wizualna, mało angażująca. Infografiki, jak sama nazwa wskazuje, to są informacje podane wizualnie w szerokim kontekście. Czyli załóżmy, że zamiast opisywać, jaki jest przepis na zrobienie określonego typu kawy, rysujemy filiżankę i zaznaczamy, ile ma być espresso, mleka, syropu i jaka ma być ich kolejność. Tak naprawdę nie musimy czytać opisu, np. takiego: „Weź szklankę o pojemności takiej i takiej, następnie przykryj miękką pianką spienionego mleka itd.”. Są rzeczy, które są niepotrzebne, które sprawiają, że to wymaga większego zaangażowania, czytania. Czasami samym kolorem, ikoną, jakimś skrótem myślowym możemy załatwić sprawę i to dużo przyjemniej się ogląda. Dlatego infografiki są modne i popularne, niesamowicie skuteczne w kontekście przekazywania informacji, ale też w kontekście perswazji.

Tak jak wspominaliśmy o badaniach, które mówiły o tym, że zdjęcia pomagają w lubieniu tekstów przez odbiorców, tak infografiki są najbardziej udostępnianym typem postów na blogach. Posty, które zawierają infografikę, są najczęściej udostępniane, podawane dalej. Nie wpisy z wideo, nie z audio, tylko z infografiką. I sami marketerzy przyznają, że infografiki to zaraz po blogach najczęściej wykorzystywany materiał wizualny w tworzeniu przez nich treści, w ogólnie rozumianej komunikacji, którą wykorzystują. Marketerzy przyznają, że w 2016 r. blogi były zdecydowanie najważniejsze, bo aż w ok. 38%, ale zaraz za nimi – w ponad 30% – to były infografiki. Więc to jest faktycznie modny temat, który też w ogłoszeniach rekrutacyjnych na pewno dobrze się sprawdzi. Tam też oczywiście możemy określone metafory wizualne wykorzystywać, pokazywać np. korzyści, co oferuje firma danemu pracownikowi. Możemy to po prostu napisać, ale również tę kartę multisport czy darmowe obiady zrobić w formie ikonki, która będzie nawet na poziomie tego ogólnego skanu, o którym powiedziałem na początku, że ktoś wejdzie, zobaczy i to ogłoszenie w nanosekundzie przykuje jego uwagę dużo bardziej niż tekst, napis, którego on w tej samej nanosekundzie nie zdąży w ogóle przeczytać.

Mówi się, że mózg dekoduje 60 tys. razy szybciej niż tekst. Skoro mamy bardzo mało czasu, internet jest bardzo szybkim medium, nam się nie chce nad niczym zastanawiać, ale też z każdej strony jesteśmy bombardowani mnóstwem informacji, to szybkość przekazywania informacji dzięki grafikom i ikonom jest bezcenna. Dzięki temu możemy bardzo krótką uwagę naszego odbiorcy zdobyć właśnie jedną ikonką.

Marcin: Te infografiki brzmią naprawdę jak superpomysł na konstruowanie chociażby ogłoszeń rekrutacyjnych.

Jacek: No właśnie nie są tak często wykorzystywane, jak mogłyby być w employer brandingu.

Marcin: Gdzie można się nauczyć infografik? Wiem, że od niedawna robisz też kursy o infografikach i jedziesz z tym w Polskę.

Jacek: Tak. W lutym będę w Poznaniu, Warszawie, kolejny raz w Gdańsku, skąd pochodzę. Ale będę też w innych miastach na zaproszenie organizacji w ramach szkoleń zamkniętych, ale w Warszawie, Poznaniu 3 i 10 lutego są szkolenia otwarte, na które każdy może się zapisać. Link jest na moim blogu klosinski.net/szkolenia. Tam można znaleźć informacje.

Marcin: Czy każdy może się tego nauczyć?

Jacek: Tak, każdy.

Marcin: Czyli ci rekruterzy, którzy nas teraz słuchają, spokojnie mogą na Twój kurs przyjść, nauczyć się, jak robić infografiki? Mogą je robić sami czy muszą mieć grafika?

Jacek: Dlatego tak zdecydowanie powiedziałem, że każdy, bo jestem pewien, że to nie wymaga nie wiadomo jakich predyspozycji i zdolności, żeby na podstawowym poziomie zacząć robić to samemu. Nie obiecuję, że ktoś będzie mistrzem w tworzeniu najpiękniejszej grafiki świata, że będą tak dobre jak te zrobione przez zawodowego projektanta, ale da to nam bardzo konkretne narzędzie do samodzielnej pracy, już nawet w tym jednym dniu. Znajomość podstaw, tych właśnie 20 godzin w połączeniu z późniejszą krótką, własną praktyką, sprawi, że będziemy dużo, dużo lepsze rzeczy tworzyli niż bez takiej wiedzy. I naprawdę nie jest nam do tego potrzebny cały dział graficzny, żeby stworzyć proste ogłoszenie o pracę. A nawet jeśli ktoś nie chce skorzystać z takiego kursu, to w internecie np. dzięki narzędziom takim jak Canva może się też wielu rzeczy dowiedzieć. Bo Canva ma swojego bloga, fajnie prowadzonego, i tam jest darmowa wiedza podana na wyciągnięcie ręki. Tam też oni opisują, jak dobrze dobrać samodzielnie typografię, kolory. Jeśli ktoś chce z zacisza domowego uczyć się infografik, to może na tej stronie tę wiedzę spróbować zdobyć. Wystarczy niewiele, żeby zrobić duży postęp w tym zakresie.

Marcin: Bardzo przydatna wiedza. Dziękuję, Jacek, że zgodziłeś się podzielić właśnie tymi jej elementami dotyczącymi wizerunku, bo z tym właśnie rekruterzy mają problem. Ale nie tylko oni, bo także różne firmy i niektórzy marketerzy. Natomiast świetnie, że w usystematyzowany sposób mogliśmy te tematy poruszyć. I to, co mnie najbardziej cieszy z tej całej rozmowy, to ta informacja, że tej estetyki można się nauczyć, że to nie jest poza zasięgiem i wystarczy tylko 20 godzin [śmiech].

Jacek: Spróbujcie, zobaczycie, że łatwo zrobić szybkie postępy, jeśli skorzystacie z odpowiednich źródeł i trochę czasu poświęcicie na tę praktykę. Bo to jest taka dziedzina, w której sama teoria niewiele daje. Trzeba samemu trochę tych projektów „wyklikać”, żeby zobaczyć u siebie postępy, ale nie trzeba też klikać tysiące godzin, wystarczy kilkadziesiąt, żeby robić lepsze rzeczy, chociażby na własne, proste potrzeby, np. stworzenie ogłoszenia.

Marcin: I wesprzeć tym samym proces rekrutacji, podnieść go na wyższy poziom. Wiemy, że spływ aplikacji będzie większy, bo podświadomość nie będzie odrzucała ogłoszenia, tylko chwilę się nad nim pochyli.

Jacek: Bo nam się często wydaje, że warstwa wizualna nie ma aż takiego znaczenia, ale wiele badań, m.in. tych, o których opowiadałem, pokazuje, że jest odwrotnie, że to ma coraz większe znaczenie i wpływ na to, jak oceniamy rzeczy, czy w ogóle przy nich chcemy się zatrzymać i poświęcić czas, by je poznać.

Marcin: Dziękuję Ci, Jacek, za udział w podcaście. Świetnie, że się podzieliłeś tą wiedzą z rekruterami. Czekam teraz tylko na efekty po publikacji tego podcastu. Zobaczymy, jak te ogłoszenia będą się zmieniać. Raz jeszcze dzięki.

Jacek: Dziękuję.

Marcin: Do usłyszenia.

Marcin Potkański
Brand Advisor, CEO, Lecturer. / Employer Branding, Marketing & Coffee enthusiast
Powinno Ci się spodobać
Podcast Espresso Employer Branding #04 – „700zł<210zł" czyli wnioski z rynku HR po dwustu spotkaniach w dwa lata.
Człowiek od Employer Brandingu, Marketingu i Kawy

Zostaw swój komentarz

Komentarz*

Imię*
Strona WWW